To nie maszynista zawiódł, tylko system kolejowy - tak orzekł sąd w sprawie wypadku pod M. Łaźniami

To nie maszynista zawiódł, tylko system kolejowy - tak orzekł sąd w sprawie wypadku pod M. Łaźniami

13 sierpnia 2021 | Źródło: zdopravy.cz / Kurier Kolejowy
PODZIEL SIĘ

Jest to przełomowy wyrok. Sąd rejonowy w Chebie uniewinnił dziś maszynistę Radima Růžičkę, który w lipcu 2019 r. prowadził pociąg towarowy ČD Cargo w wykolejeniu w pobliżu Mariańskich Łaźni. Sędzia Věra Mathauserová odrzuciła akt oskarżenia, twierdząc, że chodzi o systemową porażkę kolei. O wyroku poinfromował portal zdopravy.cz powołując się na serwis informacyjny iDnes.cz

Po wypadku pociągu towarowego koło Mariańskich Łaźni w lipcu 2019 roku. Fot: Straż Pożarna Kraju Karlowarskiego.

Pięćdziesięcioczteroletniemu maszyniście pociągu towarowego groziły trzy lata w zawieszeniu i dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów za niestosowanie się do ograniczenia prędkości. Taki wyrok zaproponował prokurator. Po ogłoszeniu wyroku przez Sąd Rejonowy odwołał się od wyroku i sprawę rozpatrzy Sąd Okręgowy.

W lipcu 2019 roku pociąg towarowy ČD Cargo w pobliżu Mariańskich Łaźni przekroczył trzykrotnie dozwoloną prędkość 30 km/h, co doprowadziło do wykolejenia lokomotywy i trzynastu wagonów. Łączna wartość szkód wyniosła 28 milionów koron. Ograniczenie ruchu na linii było spowodowane pracami budowlanymi na obwodnicy Mariańskich Łaźni.

Po wypadku pociągu towarowego koło Mariańskich Łaźni w lipcu 2019 roku. Fot: Straż Pożarna Kraju Karlowarskiego.

Zdaniem sędziego, w wypadku doszło do szeregu nieprawidłowości i błędów. "To kolejna porażka systemowa na kolei" - powiedział sędzia, przypominając podobne incydenty, które miały miejsce w ostatnim czasie. Zarzuciła też funkcjonariuszom niestaranne sprawdzenie toru po zdarzeniu. Jej krytyka dotyczyła oznakowania, które według niej zostało umieszczone w nieodpowiednim miejscu, nie było zgodne z przepisami i mogło nawet zmylić inżyniera. Wyraziła również wątpliwości co do obiektywizmu wniosków Inspektoratu Kolejowego, w szczególności w odniesieniu do widoczności znaków.

"Inspekcja Kolejowa stwierdziła również brak urządzeń sygnalizacyjnych, które w sposób aktywny uniemożliwiałyby maszyniście przekroczenie maksymalnej dopuszczalnej prędkości. Należy również zauważyć, że pracodawca powinien był poinformować maszynistę o zmianach na linii, i to w sposób oczywisty. Nie zrobiono tego jednak. Uderzające jest również to, że tymczasowy wolny bieg na odcinku przeznaczonym do naprawy stał się później stałym wolnym biegiem. Dlaczego jednak zmiana ta nie została uwzględniona w rozkładzie jazdy, który masynista ma zawsze przy sobie i którego przestrzega podczas podróży? W rozkładzie jazdy podana jest również prędkość pociągu. Dlaczego jej tam nie było?" - iDnes.cz cytuje sędziego z uzasadnienia wyroku.

Po wypadku pociągu towarowego koło Mariańskich Łaźni w lipcu 2019 roku. Fot: Straż Pożarna Kraju Karlowarskiego.

Jednak zaledwie dwa dni przed wykolejeniem Zarząd Infrastruktury Kolejowej otrzymał pismo, w którym Koleje Czeskie zwróciły się z prośbą o zmianę sposobu obsługi oznakowania ograniczonej prędkości na trasie przeniesienia. Zarząd Infrastruktury Kolejowej (obecnie Zarząd Kolei) odrzucił ten wniosek.

Sędzia zarzucił również pracodawcy maszynisty, że nie mógł zmusić swoich pracowników do studiowania wykresów zmian torów w czasie wolnym od pracy. W rzeczywistości nie jest to możliwe w ciągu 15 minut, które kierowca ma na przygotowanie maszyny i poznanie warunków panujących na linii.

Na sali sądowej pojawili się również inni maszyniści, aby wesprzeć swojego kolegę. Na przykład Gustav Moravec, który regularnie jeździ na tej linii, powiedział, że wcześniej ostrzegał, że odcinek ten jest ryzykowny i że może się tam coś wydarzyć. W podobnym duchu wypowiadał się Zdeněk Havel.

Po wypadku pociągu towarowego koło Mariańskich Łaźni w lipcu 2019 roku. Fot: Straż Pożarna Kraju Karlowarskiego.

W maju, kiedy rozpoczął się proces, oskarżony maszynista oświadczył, że nie miał informacji o ograniczeniu w nakazie drogowym. - Nie jestem samobójcą. Nie miałem pojęcia, że trwają tam jakieś prace budowlane. Ponieważ miałem jechać tą linią po raz pierwszy od pół roku, dokładnie przestudiowałem wszystkie zmiany na stacji początkowej. Ostrzeżenia o ograniczeniu prędkości nie było nawet w pisemnym zarządzeniu drogowym, w którym wymienione są wszystkie czasowe ograniczenia, nie znalazłem go też w tzw. książce standardów, za pomocą której pracodawca ostrzega nas m.in. o odcinkach torów z trwałymi zmianami - powiedział. Przyznał, że przeoczył brygadzistę, bo szukał czegoś w tym czasie w rozkładzie jazdy.

Wypadek ten przyczynił się do podjęcia ważnego kroku w kierunku poprawy bezpieczeństwa: zarząd kolei rozpoczął publikację tabel współczynnika wykorzystania torów w formacie elektronicznym. Umożliwiło to stworzenie "nawigacji dla maszynistów".