Podróż za jeden uśmiech i pięć rentgenów

Podróż za jeden uśmiech i pięć rentgenów

09 grudnia 2021 | Źródło: Kurier Kolejowy
PODZIEL SIĘ

"Zmiany zachodzące na kolei to nie tylko inwestycje w nowoczesny tabor, zwiększający komfort podróżowania. To także poprawa dostępności kolei po to, aby w sposób bezpieczny i wygodny mogło z niej korzystać jak najwięcej pasażerów. Dlatego unowocześniamy naszą flotę i udoskonalamy proces obsługi podróżnych z myślą o potrzebach i preferencjach różnych grup. Wśród nich są osoby z niepełnosprawnościami oraz o ograniczonej sprawności ruchowej. Dążymy do tego, aby zapewnić dostępność naszych usług absolutnie wszystkim pasażerom" - deklaruje Marek Chraniuk, Prezes Zarządu PKP Intercity. (źródło: informacja prasowa PKP Intercity z dnia 3 grudnia br.)

Czy PKP Intercity jest przyjazne dla osób niepełnosprawnych?

Deklaracja prezesa jedno a praktyka na pokładach pociągów to zupełnie inna sprawa. Przekonała się o tym nasza czytelniczka, która nomen omen w Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami skierowała do redakcji Kurier Kolejowego list, w którym opisuje ciąg zdarzeń jakich doświadczyła przed, w czasie i przy zakończeniu podróży pociągiem PKP Intercity w dniu 26 listopada br na trasie Warszawa Centralna - Gdynia Główna.

W cytowanej powyżej informacji prasowej PKP Intercity dalej między innymi czytamy - "W planowaniu podróży przez stale rosnącą grupę pasażerów z niepełnosprawnościami pomocny jest dedykowany dla nich numer telefonu: 42 205 45 31. Korzystając z niego podróżni mogą zgłosić przejazd osoby z niepełnosprawnością, wypełnić z pomocą konsultanta formularz zgłoszeniowy, otrzymać kompleksową informację, a także uzyskać pomoc w przypadku utrudnień w podróży. Od marca 2019 roku ze specjalnego numeru skorzystało już ponad 42 tys. osób, a rok 2021 jest pod tym względem rekordowy. Do końca października br. konsultanci odebrali ponad 21 tys. połączeń."

Pani Katarzyna (dane personalne znane redakcji), poruszająca się na wózku inwalidzkim, podróżowała z Warszawy Centralnej do Gdyni Głównej na pokładzie pociągu PKP Intercity. Jechała z synem, mężem i bagażami. Swoje przeżycia w trakcie tej podróży, w przesłanym liście podzieliła na trzy etapy

 

Bilet zakupiony przez Panią Katarzynę na przejazd w dniu 26 listopada w relacji Warszawa Centralna - Gdynia Główna.

 

Etap I: Asysta na Dworcu Centralnym w Warszawie

Zapoznana z zasadami postępowania przy zakupie biletu i organizacji podróży dla osób niepełnosprawnych ruchowo, w dniu 5 listopada  br. Pani Katarzyna kupiła bilet na przejazd na dzień 26 listopada. W dniu 17 listopada br zgłosiła potrzebę asysty (infolinia dla osób niepełnosprawnych) przy wsiadaniu i wysiadaniu z pociągu, w drodze na odpowiedni peron oraz przy wyjściu z dworca w miejscu zakończenia podróży, asysta zgłoszona była w obie strony (tam i powrót). Pani Katarzyna otrzymała numer zgłoszenia wraz informacjami o miejscach i godzinach spotkań z asystą. Przebieg wydarzeń na dworcu opisała następująco:

„Na dworzec dotarłam przed czasem o godzinie 16.50 byłam już w umówionym miejscu - winda przy informacji, czyli na piętnaście minut przed wyznaczoną godziną spotkania. Spotkanie miało być o 17:05, pół godziny przed odjazdem pociągu." - mówi Pani Katarzyna. - Czterech funkcjonariuszy SOK stało opartych o barierki na rogu schodów przy Rossmannie. Po kilku minutach czekania mąż podszedł do nich i powiedział, że oczekujemy na asystę. Jeden z funkcjonariuszy zadzwonił do dowódcy, po czym po krótkiej rozmowie przekazał, że nie mają zgłoszenia. Zadzwoniłam więc  na infolinię dla ON (redakcja:  dla osób z niepełnosprawnościami) i zostałam poinformowana, że „jest zgłoszenie, ale „coś nie poszło" i że jeszcze raz je wysłała. I mam czekać". Czekałam…

O 17.25 został zapowiedziany wjazd na peron mojego pociągu. Podjechałam do SOK-istów, nie chcieli ze mną w ogóle rozmawiać, dwóch odeszło. Została kobieta i mężczyzna. Prosiłam, żeby mnie zaprowadzili na peron, kobieta zadzwoniła do dowódcy, a on nie zezwolił odprowadzić mnie do pociągu. Po wymianie wielu zdań, kobieta odprowadziła mnie na peron do pociągu.

Jestem wdzięczna tej Pani za pomoc, bo dzięki niej w ostatniej chwili zdążyłam na pociąg. Udało mi się wsiąść. Pociąg ruszył.

Jestem już w pociągu… i myślę, jak infolinia może zgubić zgłoszenie dotyczące asysty dla osoby niepełnosprawnej? Jak Straż Ochrony Kolei może odmówić pomocy osobie niepełnosprawnej? Gdzie podziała się zwykła ludzka życzliwość i empatia? Do kogo na dworcu osoba niepełnosprawna może się zgłosić po pomoc?"

Ponadto, dopiero od drużyny konduktorskiej dowiedziałam się, że zakup biletu na przejazd z adnotacją "Dla osoby na wózku" nie jest jednoznaczny z automatycznym powiadomieniem drużyny konduktorskiej o podróży takiej osoby."

 

Etap II. Podróż osoby z niełnosprawnością w wagonie restauracyjnym

„W EIP miejsca wyznaczone dla osób niepełnosprawnych znajdują się w wagonie restauracyjnym. I tutaj nie ma wyboru miejsc. Siedzę w Warsie, wśród różnorodnych zapachów, zgiełku, wśród tłumów ludzi przewijających się przez wagon. Siedzę  w kąciku i czuję się jak byłabym jakimś widowiskiem, każdy kto przechodzi mierzy mnie wzrokiem. Podróż byłaby prawie idealna gdyby nie kolejny mały szkopuł. A mianowicie pracownicy wagonu restauracyjnego i obsługa sprzątająca nie mają swojego miejsca, gdzie mogą się przebrać do pracy. Wszystkie swoje rzeczy, w tym buty (niektóre mają nieprzyjemny zapach, niestety jest to ludzkie), zostawiają pod lub z boku fotela przeznaczonego dla osób niepełnosprawnych. Kurtki (bo przecież jest zima) odwieszają tam gdzie podróżny mógłby powiesić swoje okrycie. I w takich warunkach podróżują osoby niepełnosprawne: z czyimiś butami, torbami i kurtkami. Prawie jak w szatni. Swoje rzeczy podróżny musi odłożyć gdzieś dalej, a kurtka może leżeć co najwyżej np. na walizce.

W dobie pandemii przytulanie się do czyjejś kurtki nie jest miłe i zdrowe. To nie jest komfortowa podróż. Inni podróżni nie mają takich „atrakcji”, bo wszczęli by raban od razu po wejściu do wagonu. Być może (w co nie chciałabym wierzyć) przewoźnik doszedł do wniosku, że osoba niepełnosprawna powinna się cieszyć z tego, że w ogóle może podróżować pociągiem … niby tak."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tak "komfortowych" warunkach odbywała się podróż Pani Katarzyny.

"Podsumowując, podróż w niekomfortowych warunkach to pewna niedogodność, bardziej zmartwiły mnie warunki pracy pracowników. Moje spostrzeżenie: PKP Intercity powinno zwrócić baczną uwagę na warunki pracy swoich pracowników, którzy nie mają miejsca, w którym mogą się przebrać i gdzie mogą zostawić swoje rzeczy w czasie pracy."

 

Etap III. Asysta na stacji w Gdyni.

"Po przyjeździe na stację Gdynia Główna miła i uśmiechnięta Pani konduktor rozłożyła platformę. Kazała mi wjechać na nią, zablokować koła. Platforma zjechała na dół. Pani konduktor rozłożyła platformę i powiedziała, że mogę zjechać. Powiedziałam „dziękuję” i zjechałam. Niestety nie widziałam, że platforma jest źle rozłożona i jest bardzo ostry kąt do zjazdu z platformy na powierzchnię peronu. Nie uprzedziła mnie o tym fakcie również Pani konduktor. Spadłam do przodu (na twarz) razem z wózkiem. Wezwano karetkę pogotowania."

 

Ostry kąt do zjazdu z platformy i oznakowanie poziome na powierzchni peronu dla osób niewidzących
spowodowały wywrócenie wożka razem z pasażerką.

 

"Wszystko to wydarzyło się w obecności asysty (chyba honorowej!), która stała w odległości około 2 metrów od pociągu. Żaden z funkcjonariuszy nie zareagował na źle rozłożoną platformę, dopiero po upadku jeden z nich podszedł tylko po to, by pomóc mi się podnieść.

Po upadku Pan konduktor (lub kierownik - nie przedstawił się) komentował mój zjazd. Jego komentarze były nie na miejscu i bardzo nieuprzejme.  Jedynie pani konduktor była przestraszona całą tą sytuacją. Nikt jednak mnie nie przeprosił za zaistniałą sytuację. Asysta nadal stała z boku przyglądając się całej sytuacji. Potem szli obok mnie jak ratownik mnie wiózł na moim wózku.

I tu znowu nasuwają się kolejne pytania: Po co jest asysta? Czy naprawdę ich pomoc ma ograniczać się tylko do noszenia walizek i obstawy osoby na wózku?

Całe szczęście nie mam nic złamanego. Doznałam mocnego potłuczenia całego ciała, nabawiłam się siniaków i ogromnego bólu wielu części ciała, który trwa nadal. Obecnie nie mogę dalej się diagnozować, ponieważ przebywam na kwarantannie.

Natomiast w Gdyni no coż …. zamiast zwiedzać i cieszyć się wyczekanym, upragnionym wyjazdem nad morze, cały pobyt  spędziłam w hotelu - leżąc i cierpiąc z bólu.”- kończy Pani Katarzyna

Tak traumatycznych wydarzeń doświadczyła w czasie tylko jednej podróży pociągiem Pani Katarzyna, która jednocześnie poinformowała redakcję o zamiarze przesłania  do przewoźnika przygotowanej już skargi tej sprawie.

Pora teraz wyjaśnić znaczenie tytułu niniejszego artykułu. "Podróż za jeden uśmiech" to z jednej strony oczywiste nawiązanie do książkowych (autor Adam Bahdaj) karkołomnych perypetii Dudusia i Poldka w podróży z Krakowa na Hel, z drugiej zaś - jedynego uśmiechu, którym w całej podróży obdarzyła Panią Katarzynę  Pani konduktor. "Za pięć rentgenów" - tylu zdjęciom rentgenowskim musiała poddać się Pani Katarzyna dla zdiagnozowania efektów upadku na peronie w Gdyni. 

Niestety zawiódł cały system organizowania przejazdów koleją dla osób niepełnosprawnych. Niech za komentarz do tej sytuacji posłuży kolejny akapit z cytowanego powyżej materiału prasowego PKP Intercity opublikowanego w związku z Międzynarodowym Dniem Osób z Niepełnosprawnościami.

"Oprócz przedsięwzięć taborowych i rozwiązań propasażerskich, spółka inwestuje też w rozwój kompetencji pracowników. W tym celu we współpracy z Fundacją Integracja przeprowadzono specjalistyczne szkolenia dla personelu drużyn konduktorskich, obejmujące przygotowanie teoretyczne i część praktyczną. Ukończyło je około 1900 pracowników drużyn konduktorskich PKP Intercity".